Niedziela. Waga 88kg. (tak, odchudzam się, ale o tym później).
Po raz pierwszy od kilku tygodni doskwiera mi uczucie samotności, a raczej braku kogoś z kim mógłbym porozmawiać.
Wybrałem się do kina. Sam. Po filmie zwykle z kimś rozmawiam, dzielę się wrażeniami, ale nikogo takiego aktualnie nie ma. Mój pech. W kinie, obok mnie usiadła dziewczyna. Też przyszła sama. Kiedy opuszczałem salę, przepuściłem ją na schodach. Idąc za nią wyobraziłem sobie, że zagaduję do niej: "Cześć, jestem Mateusz, wybacz, że się narzucam, ale zdałem sobie sprawę, że nie mam z kim porozmawiać o filmie. Wypiłabyś ze mną kawę? Wydaje mi się, że film Ci się podobał.". Oczywiście nie zrobiłem tego. Poszedłem w swoją stronę. Parę razy obejrzałem się czy nie wypatrzę jej w tłumie. Odchodząc wyobraziłem sobie, że za miesiąc wybieram się na kolejny film, wybieram to samo miejsce, czas i salę i znowu siada obok mnie - wtedy na pewno bym coś powiedział. Typowe, przywiązanie do liczb i zrządzenia losu - dlaczego za miesiąc, a nie za tydzień, dlaczego o tej samej porze. Skąd pomysł, że wybierzemy ten sam film? O ile w ogóle zdarzy jej się być w kinie samą - może jej chłopak po prostu nie lubi takich filmów.
No cóż, zawsze pozostaje mi przyszły miesiąc, żeby się przekonać. Ciekawe czy za tydzień będę o tym pamiętał.
Dlaczego akurat jakaś dziewczyna, która siedziała obok mnie w kinie zwróciła moją uwagę? Nie wiem. Może kogoś mi przypomniała. Może po prostu zaskoczył mnie fakt, że ładna dziewczyna chodzi do kina sama. Może film podobał się jej tak jak mi? Może wyobraziłem sobie że ten jeden zbieg okoliczności sprawia, że mamy więcej wspólnego.
Nie wiem czemu akurat dziś poczułem się samotny. Generalnie dobrze jest być z kimś, ale dobrze jest też mieć przyjaciół. Generalnie to lubię swoją samotność, nie lubię ludzi, ale jakoś tak złapała mnie nostalgia za czymś utraconym. Życie jest ulotne.
Parę tygodni temu w przypływie nietypowego dla mnie natchnienia uknułem taki cytacik:
"Życie jest jak gra w berka... i Ty gonisz", po angielsku brzmi jeszcze lepiej "Life is like playing tag, and you are it.".
Prawda, że lepsze niż czekolada z Foresta Gumpa? No właśnie, nie da się dziś zrobić dobrego porównania, bez wkraczania w sferę taniego plagiatu, ale to mój cytat, sam go wymyśliłem i jestem z niego diablo dumny. No bo czekoladki z bombonierki zupełnie nie pasują - przecież przed kupnem możemy spojrzeć z tyłu opakowania i przeczytać dokładnie co nas czeka. Jedyna niespodzianka to faktyczna ilość naszego ulubionego smaku. Czyli co? Wiesz dokładnie co cię czeka w życiu, tylko nie wiesz ile razy natrafisz na to co najprzyjemniejsze, i zastanawiasz się, czy gorzki smakołyk zjeść, podarować komuś, czy wyrzucić. Idąc dalej - możemy przecież wybrać dowolną bombonierkę z półki, taką, która ma tylko to co lubimy, albo taką, która ma ten konkretny smak na jaki mamy ochotę, a jak ktoś ma więcej kasy może kupić kilka... w życiu nie możemy przebierać. Metafora do dokonywania właściwych wyborów tu nie podchodzi, bo przecież większość rzeczy dzieje się bez naszego udziału, a trzeba sporo zawęzić kryteriów aby ta wszechmocna czekoladka naprawdę miała sen.
Moje porównanie jest lepsze. Życie trzeba gonić, bo inaczej spędzimy je na obserwowaniu z daleka. Nie biorąc udziału w grze, nie namęczymy się, ale też ominie nas sporo zabawy.
Ponadto, każdy może przypomnieć sobie jak bawił się w dzieciństwie i odkryje, że takie właśnie jest jego życie. Ja lubiłem grę, ale oczywiście nie lubiłem gonić, zwykle traciłem zapał kiedy nie udało mi się kogoś szybko złapać, i uciekałem się do podstępów żeby szybko zrzucić odpowiedzialność. Uciekać długo też nie potrafiłem. Rezygnowałem szybko. Za to bawiłem się dobrze obserwując jak inni grają - no i tak żyje swoje życie. Patrzę na innych, oceniam ich, ale sam swoją grę rozgrywam w wyobraźni, a nie w prawdziwszym życiu - tam szybko tracę zapał. Wolę stanąć z boku, oprzeć się o ścianę, albo schować się przed odpowiedzialnością, zamiast ruszyć przysłowiowe cztery litery i dorwać życie, palnąć je z całej siły w plecy i krzyknąć, mam cie, berek, teraz ty gonisz!
I wszystko byłoby OK, gdyby nie dzisiejszy wieczór w kinie. Poczucie samotności. Żałuję, że nie odważyłem się uczynić kroku w stronę tej przypadkowej konwersacji, ale zabiła mnie trema i i brak znajomości etykiety, czy tak w ogóle wolno zaczepiać ludzi na ulicy? Jakby do mnie ktoś podszedł w ten sposób, dziewczyna dajmy na to, poczułbym się dziwnie i wcale nie byłbym pewien czy przyjąłbym zaproszenie.
Oczywiście mam milion wymówek, nie ogoliłem się, mam nieświeże włosy, stare ciuchy (przed kinem kupiłem kilka koszulek, bo stare nie wyglądają dobrze świeżo po upraniu), i w ogóle głupio tak zaczepiać obce osoby na ulicy. Może innym razem... w końcu, jak często idąc samemu do kina siada obok mnie ładna dziewczyna, również sama i akurat ma ochotę na rozmowy o filmie?
Autor: Makonar o 13:36
niedziela, 26 lipca 2009
Autor: Makonar o 23:16
piątek, 17 lipca 2009
Pierwsze posty zawsze są trudne. Dlaczego Blog? Naszła mnie ostatnio ochota na powrót do pisania, ale ponieważ otwartych i niedokończonych projektów jest dużo, a czasu niewiele, pomyślałem, że może za pomocą bloga, będę mógł poudkładać skrawki tej chaotycznej układanki w jedną całość. Dzięki możliwości łatwej publikacji, która nie zawiera wiele czasu zamiast nie robić nic dla wielkiej ilości projektów, postaram się rozwijać je, choćby po kawałku.
Jeśli przy okazji znajdzie się tam ktoś kto to przeczyta - hej, punkt dla mnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
